czwartek, 28 stycznia 2010

Nie jestem interesujący cz. 2

Mały update.

Wyrażam sobie ostatnio moją nudność i niechęć do bycia interesującym i nawet dobrze mi idzie. Traktuję ludzi bardziej naturalnie, często od niechcenia. Ludzie wyrażają do mnie też niski poziom zainteresowania (tak jak zawsze to robili, ale teraz potrafię to lepiej zrozumieć). Jest to z jednej strony smutne, a z drugiej takie nijakie i swobodne.

Właściwie bycie nieinteresującym wcale nie miało takiego znaczenia dla mnie, jak sądziłem wcześniej. Lęk, który czułem, pisząc poprzedniego posta, najwidoczniej nie wynikał wcale z tego, że ktoś nazwie mnie nudnym. Myślę, że chodzi mi bardziej o ogólne bycie odrzuconym jako takim. Ale co to znaczy dokładnie? Dokładnie to oznacza jakąś emocję, która pierwszy raz powstała w świadomości dawno temu, i jest niewyraźna, rozmyta, zabrudzona, trudno dostępna do przeanalizowania i zrozumienia.

Emocję tą mam ochotę wyrzucić poza obręb swojej istoty emocjonalnej, pozbyć się jej. Ponieważ zagraża ona (czy naprawde?) miłości. Była miłość i pojawiła się tamta emocja. I od tej pory wszystko było inaczej, bo uwaga podzieliła się na miłość i tamtą hmm emocję albo myśl czy przekonanie. A trwanie w tamtej myśli i emocji oznaczało skurcz całego ciała, śmierć, wątłość, ból, rozpacz, wrażenie rozciagniętego w nieskończonośc cierpienia, niczym wyciągnięcie ryby z wody i opakowanie jej w worek foliowy. I STRACH. Tak. I poddanie się jakiejś woli obcego faceta, którego wpływ sprawia mi ból. I to zdarzyło się naprawdę. Z jakiegoś powodu nie jestem teraz w stanie tego objąć i zaakceptować. Czuję, jak mnie to przerasta. Dlaczego? Przecież zgodnie z moją wiedzą ezoteryczną i religijną nie ma czegoś większego ode mnie. Jeśli coś jest, to jest we mnie, a nie poza mną, tak? No więc nie w tym przypadku. (Swoją drogą, chyba o to chodzi w tych moich poszukiwaniach ezoterycznych, aby znaleźć coś, co potrafi objąć tamten stan. Żeby go w końcu móc przyjąć i zaakceptować. Tak, ja mogę przyjąć tamten stan. Jestem w stanie przyjąć tamte emocje. ...)

Mój problem jest dwojaki. Po pierwsze tamte emocje mnie przytłaczają. Po drugie mam chęć pozbyć się ich.

EHHH. I co ja mam zrobić? :( To pytanie mam na ustach od wielu lat. Czuję się taki bezsilny emocjonalnie, przygnieciony i bez możliwości sensownego działania.

Zaakceptować? Ale jak? Próbowałem już wielu rzeczy. Ehh, mam jeszcze trochę nadziei :) ale mało.

poniedziałek, 18 stycznia 2010

Jestem nieinteresujący

Dowiedziałem w trakcie konferencji z G., że jestem w głębi siebie nieinteresujący.

Ale po kolei. G. rozmawiała z pewną kobietą i doradziła jej, że jeśli czuje ona wewnętrzną potrzebę bycia naprawdę szczęśliwą, to żeby zobaczyła, co stoi na przeszkodzie jej szczęścia. Co jest przeszkodą --- mogą to być różne odrzucone emocje, niechciane mentalne obrazy siebie, ból itd. I żeby dała przestrzeń tym przeszkodom. Jeśli zależy jej naprawdę na szczęściu, to żeby objęła wszystkie te przeszkody i dalej zmierzała do szczęścia. Kobieta odpowiedziała, że ma w sobie przestrzeń na nieprzyjemne stany wewnętrzne, ale że one nie odchodzą. G. pochwaliła ją za to, że ma tę przestrzeń.

Słuchając ich konwersacji, zastanowiłem się, co jest we mnie takiego, co oddziela mnie od szczęścia, tego od dawna upragnionego. I, najwyraźniej dzięki obecnej przestrzeni i atmosferze przychylności, odkryłem w sobie coś nowego. Panicznie boję się być nieinteresujący!

Z jednej strony staram się być bardzo interesujący na zewnątrz --- tak żeby ludzie to zauważyli i docenili. Właściwie nie zależy mi tak na ich pochwałach, co na poczuciu, że dobrze wykonałem zadanie. Oczywiście miłość, akceptacja i uwaga też sprawiają mi dużo radości, ale tu chodzi o jakiś wzorzec: rodzice zawsze dbali o pozory i kazali mi też dbać o nie i o to, żeby wydawać się osobą rozgarniętą i ogólnie ciekawą, interesującą, a najlepiej jeszcze atrakcyjną. Właściwie to jestem całkiem interesującą osobą, ale jest tu pewien problem wewnętrzny.

Problem jest taki, że z drugiej strony nigdy nie miałem okazji pobyć sobie osobą nieinteresującą. Jestem zmęczony udawaniem, że jestem kimś interesującym, i chciałbym pobyć nieinteresujący przez dłuższy czas. Ale --- boję się! Nie znam się na byciu nieinteresującym, nigdy tego nie robiłem. Mam tremę i boję się, że źle wypadnę! Co więcej, boję się, że w ten sposób wszystko, na co zapracowałem, starając się sprawiać pozory osoby interesującej, przepadnie. A kto wie, co przez to zyskałem?! Ja nie wiem, bo nigdy nie sprawdzałem. Podejrzewam, że niewiele, wliczając w to złość na ludzi i ich dziwne oczekiwania.

Teraz postanawiam być osobą nudną w zgodzie ze swoim wnętrzem, a przeciwko pragnieniom niektórych (bo przecież nie wszystkich) ludzi. Tak naprawdę spodziewam się, że większości ludzi nie interesuje mój wypracowany interesujący wizerunek osobisty. Ech, a tak się dla nich starałem. Diem perdidi!