Dowiedziałem w trakcie konferencji z G., że jestem w głębi siebie nieinteresujący.
Ale po kolei. G. rozmawiała z pewną kobietą i doradziła jej, że jeśli czuje ona wewnętrzną potrzebę bycia naprawdę szczęśliwą, to żeby zobaczyła, co stoi na przeszkodzie jej szczęścia. Co jest przeszkodą --- mogą to być różne odrzucone emocje, niechciane mentalne obrazy siebie, ból itd. I żeby dała przestrzeń tym przeszkodom. Jeśli zależy jej naprawdę na szczęściu, to żeby objęła wszystkie te przeszkody i dalej zmierzała do szczęścia. Kobieta odpowiedziała, że ma w sobie przestrzeń na nieprzyjemne stany wewnętrzne, ale że one nie odchodzą. G. pochwaliła ją za to, że ma tę przestrzeń.
Słuchając ich konwersacji, zastanowiłem się, co jest we mnie takiego, co oddziela mnie od szczęścia, tego od dawna upragnionego. I, najwyraźniej dzięki obecnej przestrzeni i atmosferze przychylności, odkryłem w sobie coś nowego. Panicznie boję się być nieinteresujący!
Z jednej strony staram się być bardzo interesujący na zewnątrz --- tak żeby ludzie to zauważyli i docenili. Właściwie nie zależy mi tak na ich pochwałach, co na poczuciu, że dobrze wykonałem zadanie. Oczywiście miłość, akceptacja i uwaga też sprawiają mi dużo radości, ale tu chodzi o jakiś wzorzec: rodzice zawsze dbali o pozory i kazali mi też dbać o nie i o to, żeby wydawać się osobą rozgarniętą i ogólnie ciekawą, interesującą, a najlepiej jeszcze atrakcyjną. Właściwie to jestem całkiem interesującą osobą, ale jest tu pewien problem wewnętrzny.
Problem jest taki, że z drugiej strony nigdy nie miałem okazji pobyć sobie osobą nieinteresującą. Jestem zmęczony udawaniem, że jestem kimś interesującym, i chciałbym pobyć nieinteresujący przez dłuższy czas. Ale --- boję się! Nie znam się na byciu nieinteresującym, nigdy tego nie robiłem. Mam tremę i boję się, że źle wypadnę! Co więcej, boję się, że w ten sposób wszystko, na co zapracowałem, starając się sprawiać pozory osoby interesującej, przepadnie. A kto wie, co przez to zyskałem?! Ja nie wiem, bo nigdy nie sprawdzałem. Podejrzewam, że niewiele, wliczając w to złość na ludzi i ich dziwne oczekiwania.
Teraz postanawiam być osobą nudną w zgodzie ze swoim wnętrzem, a przeciwko pragnieniom niektórych (bo przecież nie wszystkich) ludzi. Tak naprawdę spodziewam się, że większości ludzi nie interesuje mój wypracowany interesujący wizerunek osobisty. Ech, a tak się dla nich starałem. Diem perdidi!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz